W wieku 72 lat Dorothy Summers była przyzwyczajona do oszczędzania na wszystkim. Jej emerytura ledwie wystarczała na podstawowe potrzeby, a przeciekający dach stawał się coraz poważniejszym problemem. Kiedy dekarz podał cenę, na którą nie mogła sobie pozwolić, Dorothy podstawiła wiadro pod miejsce przecieku i pogodziła się z kolejnym deszczowym dniem.
Pewnego popołudnia, przechodząc obok wyprzedaży garażowej u sąsiada, Dorothy dostrzegła stary obraz w pięknej, drewnianej ramie. Przedstawiał on ponurą, błotnistą drogę – nie był zbyt atrakcyjny, ale sama rama idealnie nadawałaby się do portretu jej zmarłego męża. Bez wahania zapłaciła pięć dolarów, zabrała zakup do domu i zachowała paragon.
Na kuchennym stole odwróciła obraz i zaczęła usuwać tylną płytę. Jeden z rogów okazał się jednak wyjątkowo oporny. Po poluzowaniu mocowań Dorothy odkryła dodatkową warstwę drewna, ukrytą za standardowym podbiciem.

Gdy ostrożnie ją podważyła, ukazał się zupełnie inny obraz. Zamiast ponurego krajobrazu, oczom kobiety ukazał się skąpany w słońcu ogród: elegancka dama stojąca przy jasnej, kamiennej fontannie. Żywe, niebieskie barwy zachowały się w zadziwiająco dobrym stanie.
Na odwrocie Dorothy zauważyła skrawek starego papieru z wyblakłymi cyframi. Szukając wyjaśnienia, zwróciła się do eksperta w dziedzinie sztuki, doktora Wallace’a. Gdy ten przyjrzał się oznaczeniom, jego wyraz twarzy natychmiast się zmienił.
– Czy ktoś jeszcze wie, że ma pani ten obraz? – zapytał ściszonym głosem.
Ekspert rozpoznał system numeracji pochodzący z katalogu słynnej prywatnej kolekcji – zbioru, z którego przed dekadami bez śladu zniknęło kilka dzieł. Kwerenda w archiwach pozwoliła odnaleźć czarno-białą fotografię dokładnie tego samego obrazu. Pozostał jednak pewien problem: na oryginale na brzegu fontanny siedział mały ptak, podczas gdy w egzemplarzu znalezionym przez Dorothy miejsce to było zasłonięte przez nieestetyczną, brązową plamę.

Rozczarowana kobieta uznała, że natrafiła jedynie na kiepską kopię, i wróciła do domu. Wiadro znów stanęło pod przeciekającym sufitem. Kilka tygodni później wezwano ją jednak pilnie z powrotem. Konserwatorzy starannie oczyścili pociemniały fragment, odsłaniając spod warstwy brudu niewielkiego ptaka z uniesionym skrzydłem. Nawet najdrobniejsze szczegóły zgadzały się z materiałami archiwalnymi.
To był oryginał – zaginione przed laty arcydzieło!
Stary paragon na pięć dolarów pomógł potwierdzić pochodzenie obrazu. Po zweryfikowaniu jego historii eksperci wycenili dzieło na około trzy miliony dolarów.
Gdy ostateczna oferta na aukcji przekroczyła tę kwotę, Dorothy nie wybuchła okrzykiem radości. Ścisnęła w dłoni chusteczkę i zapłakała. Lata niepokoju o rachunki, mroźne zimy i konieczność naprawy domu wreszcie odeszły w przeszłość.
Naprawiła dach, ale postanowiła pozostać w domu, który znała od zawsze. Po sprzedaży arcydzieła zwrócono jej drewnianą ramę; teraz znajduje się w niej portret jej ukochanego męża – tego samego, dla którego Dorothy przed laty wydała swoje ostatnie pięć dolarów.